LEGENDA O
WITOMINIE
Paweł Konieczka
Chwarznieńska 146a/2
81-602 Gdynia
SP 48
Dawno, dawno temu nad morzem w gęstym lesie żył sobie olbrzym Wit. Las, w którym mieszkał był ciemny, gęsty i przerażający. Ludzie z pobliskich osad nie narzekali na olbrzyma i żyli z nim w zgodzie.
Lecz od pewnego czasu ludziom zaczęło znikać bydło z zagród. Zaczęli o to podejrzewać Wita. Po wielu naradach postanowili pójść i odebrać mu bydło. Szukali miejsca, w którym mieszkał Wit i kiedy wreszcie je znaleźli okazało się, że nie ma tam olbrzyma. Zdecydowali, zatem zniszczyć to miejsce. Gdy Wit wrócił, rozzłościł się i postanowił się zemścić chodząc od osady do osady i niszcząc jedną po drugiej. Wieść o tym, że olbrzym dewastuje wioski rozeszła się po okolicy bardzo szybko. Mieszkańcy zaczęli uciekać do lasu przed gniewem olbrzyma. Wit niszczył wszystkie osady, jakie tylko napotkał na swojej drodze. Jednak o jednej zapomniał. Gdy zemsta olbrzyma dobiegła końca, ludzie opuszczali las. Mieszkańcy nie zniszczonej osady radowali się, że Wit nie zauważył ich wioski. Radowali się i śpiewali: „Wit ominął naszą osadę, Wit ominął, Wit ominął”!
Po Wicie ślad zaginął, ale zostało Witomino.
JAK POWSTAŁ
HERB GDYNI?
Kinga Kukowska
kl. IVa, SP 6,
Gdynia
Dawno temu, w małej wiosce Gdina mieszkał młody rybak Bałko. Był on bardzo biedny – miał dziurawą sieć, w którą wpadało niewiele ryb, dlatego jego połowy były marne, niewielkie. Żyłby tak pewnie aż po kres swych dni, gdyby nie pewne niezwykłe zdarzenie, które właśnie jego spotkało...
A było to pewnego wieczoru, kiedy Bałko właśnie zasiadał do kolacji. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. W progu ujrzał starca, który bardzo prosił o gościnę. Rybak bez namysłu przyjął go do sieni. Po wieczerzy przybysz podziękował za gościnę i wręczył rybakowi sztylet. Powiedział, że jest magiczny i może pomóc Bałkowi. Wystarczy, że rybak ma zabrać go ze sobą i wrzucić do wody, ale tylko wtedy, gdy zobaczy piękne ryby.
Bałko nie rozumiał, dlaczego ma to zrobić, jednak następnego dnia zabrał sztylet na połów. Długo nie mógł się zdecydować, które ryby są najpiękniejsze, bo koło niego przepływały dorsze, śledzie, flądry... I zawsze chciał wrzucić sztylet, jednak coś go powstrzymywało. Już prawie zrezygnował i chciał zawrócić, gdy nagle ujrzał coś tak pięknego, że aż serce mu mocniej zabiło – bo oto, koło łodzi Bałka przepłynęła ławica pięknych, złotolśniących ryb! Rybak nigdy nie widział czegoś tak pięknego, dlatego szybko wrzucił sztylet do wody i ... wszystko zniknęło. Bałko był tak smutny i zły, że aż żal było na niego patrzeć. Nagle, ku jego wielkiej radości sztylet wynurzył się, a przybite do niego były dwie złotolśniące ryby! Rybak szybko popłynął do chaty, aby nacieszyć się zdobyczą.
W domu uważniej przyjrzał się złowionym pięknościom i zrozumiał, dlaczego tak cudnie się świeciły – pod ich łuskami były ukryte wszelkie bogactwa, złoto, klejnoty ... Było tego tak wiele, że Bałko podzielił się swoim skarbem z mieszkańcami wioski Gdina, która od tego czasu stała się najszczęśliwszą wioską na Pomorzu.
To wydarzenie upamiętnia herb naszego miasta – sztylet oznacza szczęście, a ryby radość, dostatek i piękno Gdyni.
LEGENDA O
KASZUBACH
Roman Kowalewski
kl. IV b, SP 48
Gdynia
Dawno, dawno temu w pewnej krainie wszystkim żyło się dostatnie i spokojnie, krowy dawały dużo mleka a pola przynosiły obfite plony.
Nie podobało się to złej królowej Karolinie, która mieszkała w ogromnym zamczysku. Poprosiła złą czarownicę, aby w owej krainie panował głód i zaraza, przez najbliższe 10 lat.
Chłopom przez kilka lat żyło się dość dobrze, ponieważ mieli duże zapasy żywności lecz później do chat zaczął zaglądać głód. Pewien odważny chłop o imieniu Adam wyruszył do dobrej królowej Fantagiro. Po drodze spotkał czarnego kruka, który powiedział:
- Po co idziesz do królowej Fantagiro? Chodź ze mną do królowej Karoliny mojej władczyni.
Chłop strudzony wędrówka poszedł z krukiem do Karoliny. Adam nie zorientował się, że królowa Karolina jest złą władczynią, więc szybko doszedł do jej zamku. Poprosił ją o żywność dla swej krainy.
Królowa poszła po radę do złej czarownicy Marty i wróciła z czarodziejskim ziarnem kaszy. Podała je chłopcu mówiąc:
- Zasiej to ziarenko, a w twojej krainie nigdy nie zabraknie żywności.
Po długiej wędrówce Adam dotarł do domu i zasiał ziarenko. Podlewał je obficie, po zaledwie kilku dniach z ziemi wyrosła olbrzymia rura, z której następnego dnia zaczęła wylatywać kasza.
Najpierw wszyscy cieszyli się, że maja żywność, lecz później, gdy kaszy przybywało mieszkańcy wioski zaczęli się martwić. Ziaren było tak dużo, że wieśniacy musieli ratować się ucieczka za pomocą łódek i statków.
Po kilku dniach podróży na horyzoncie pojawiły się baszty ogromnego zamku. Mieszkańcy zamku przyjęli ich bardzo serdecznie. W tym zamku mieszkała dobra królowa Fantagiro. Mieszkańcy wioski opowiedzieli jej o swojej przygodzie.
Królowa Fantagiro zdenerwowała się i kazała natychmiast przynieść czarodziejski odkurzacz oraz instrukcję do niego. Uradowani wieśniacy popłynęli z powrotem, by ratować swoja krainę. Kiedy byli na miejscu, włączyli czarodziejski odkurzacz i zaczęli wciągać kaszę. Gdy kasza zaczęła ubywać wszyscy zaczęli radośnie krzyczeć:
- Kaszy ubywa! Kaszy ubywa!
Potem przygłuchy i ślepy dziadek zapytał:
- Kaszuby?
I tak już zostało. Po dziś dzień Kaszuby leżą w północnej Polsce a ludziom żyje się tu bardzo dobrze.
Zaczarowana
ziemia kaszubska
Maciej Wojnarowicz
SP nr 48
Gdynia
Wych. Beata Adamska
Dawno, dawno temu kiedy Polski jeszcze nie było na mapach istniały dwa narody, Kaszubianie i Perlanie. Wodzem Kaszubian był Ratnar a Perlan Rigen. Kaszubianie żyli na Kryształowej Zatoce w domach na wodzie, wbijali pale w dno, budowali na nich domy, dzisiejszej zatoce Gdańskiej i całych Kaszubach (tereny te po prostu zalane były wodą), a Perlanie na terenach Kociewia. Mogli budować grody ponieważ mieszkali na lądzie. Perlanie wyznawali Boga Balana, a Kaszubianie Jukuna i Neptuna. Ich religia nakazywała nawracać inne narody. Każdy Perlanin musiał przysiąc że będzie walczył za Balana do ostatniej kropli krwi. Ponieważ Kaszubianie nie wyznawali Balana więc musieli się bronić.
- Królu! Zła nowina! Rigen chce nas nawrócić i nasz kraj! Co robimy? Przecież nie obro...
- Cisza!!! Nie opuścimy Jukuna! Zwołać radę starszych!
Wszyscy byli w szoku. Kaszubianie słabo walczyli i mieli mała armię.
- Zwołałem was aby zadecydować co robić z nadciągającą inwazją. Rigen chce nawrócić mój lud. Nie pozwolę mu na to. Chcę utworzyć armię rezerwową, a mam na myśli to, aby mężczyzn od 16 do 48 lat nauczyć walki i jak najszybciej uzbroić. Mężczyźni mający od 16 do 24 będą łucznikami.- rzekł Ratnar.
- Broń możemy importować od Germanów.- odrzekł jeden z radnych.
- Owszem, ale nie stać nas.- powiedział Kajl, brat Ratnara.
- Zbierzemy jantar*.
Wysłano posłańca do Germanii z prośbą o pomoc. Odrzucili ją. Później następnego, ale na Litwę. Litwini zgodzili się, lecz żądali dużo jantaru. Żądania zostały spełnione i Kaszubowie dostali wojsko, ale zbyt mało, aby się obronić. Sami poczęli się zbroić i szkolić. Rigen przysłał kolejną wiadomość. Inwazja nadchodzi. Ratnar rozkazał, aby żołnierze litewscy pozostali u jego boku, a reszta na lądzie. Rozpoczęła się wojna. Najpierw Rigen nielicznym oddziałem zaatakował łuczników, aby odwrócić uwagę. Następnie miażdżącą flotyllą Galer zaatakował wodne miasta kaszubów. Nieliczna flotka małych łodzi abordażowych Ratnara została zniszczona. Zapanował chaos. Nagle na horyzoncie zobaczył statki z żółto – czarną flagą.
- Nie wierzę! Germanie!
Po chwili za statkami Germanów pojawiła się flota Rzymska.
- Tylko nie to! Rzymianie?!
Był krwawy ubój. Nic gorszego nie mogło się stać.
Aż nagle, stał się cud! Ratnar zobaczył wielkie, jasne światło. Gdy wszystko wro9ciło do normy, statków wroga nie było, armii wroga nie było, w ogóle Perlanie zostali pokonani, a co najważniejsze nie było już wielkiej Zatoki Kryształowej tylko mała zatoka. Kaszubskie wodna miasta zamieniły się w normalne miasta. Chaos w kraju zmienił się na spokój.
Jeżeli będziecie kiedyś kroczyć po ziemi kaszubskiej, albo jeżeli kroczycie po niej teraz, pomyślcie o cudzie jaki tu nastąpił.
*bursztyn
Legenda
o Wieżycy
Michał Leszner
Kl. IV b, SP 48
Gdynia
W prastarych czasach na ziemiach kaszubskich żył potężny król lasów i skał, zwany Wieżyniec.
Poddani nie mieli z nim łatwego życia, był on bowiem bardzo groźny i mściwy.
Gdy ktoś sprzeciwił się jego woli, zawsze był srogo karany. Posiadał on ogromną armię bezwzględnych gigantów, których nazywano Żywiołakami z kamieni.
Na rozkaz Wieżyńca wyłaniali się z pod ziemi i niszczyli wszystko i wszystkich.
Ów król miał piękną córkę o imieniu Rozalia, która była nie tylko piękna, ale dobra i szlachetna.
Cierpiała widząc jak ojciec traktuje biedny lud. Bała się go jak wszyscy inni i nic nie mogła zmienić.
W Rozalii kochał się najpotężniejszy z Żywiołaków, który był najbardziej oddany swemu panu, zawsze lojalny i bardzo srogi dla innych.
Wieżyniec obiecał mu rękę swojej jedynej córki i połowę królestwa.
Ale kiedy nie dotrzymał obietnicy i chciał wydać Rozalię za króla jezior, potężny gigant wpadł w furię.
Rozpętała się straszna bitwa na skały i kamienie. Jak długo trwała nikt nie wie, a kiedy opadł kurz i pył, oczom ludzi ukazała się ogromna góra.
Królestwo złego Wieżyńca znikło, nie było też gigantów Żywiołaków, co stało się z Rozalią nikt nie wie.
Zostały tylko piękne lasy i ogromna góra pośród nich.
Ludzie nazwali ją Wieżycą i jest tam do dziś.
Jak
krasnal odwdzięczył się złej gospodyni
Natalia Ciurzyńska
Kl. IVf
SP 40
Pewnego dnia pewien krasnal o imieniu Wojtek znalazł się sam w dużym i ciemnym lesie, był bardzo wystraszony i zziębnięty. Kiedy tak szedł, szedł i szedł napotkał małą chatkę, w której mieszkała zła i leniwa gospodyni.
Lecz on był bardzo miłym i grzecznym krasnalem, więc postanowił zamieszkać w chacie gospodyni, a dokładniej w kuchni. Gospodyni, gdy go pierwszy raz zobaczyła, to zamknęła go w klatce dla zwierząt po to, aby jej służył.
Wojtek nie był wcale zadowolony lecz gospodyni bardzo.
Następnego dnia gospodyni zlitowała się nad krasnalem i wypuściła go, a za chwilę wyszła po drzewo na opał. W tym czasie co jej nie było Wojtek wysprzątał jej cały dom, ugotował obiad i nakarmił zwierzęta, gdy gospodyni wróciła, to od razu go ukochała i zaczęła go przepraszać za swoje zachowanie. Krasnal i gospodyni żyli długo i szczęśliwie.
I oto w taki sposób jeden mały krasnal zmienił życie złej gospodyni.
Jak
krasnal odwdzięczył się złej gospodyni
Daria Chlechowitz
Oto moja bajka, która zawiera rąbek prawdy...
Pewnego dnia roku szkolnego dla krasnoludków kujonków, wydarzyła się nie słuchana jeszcze na tym świecie przygoda. Krasanl Ania wybiegła z sali informatycznej, w której pracowała jej gospodyni i z wielkim płaczem rzekła do koleżanek: „Słuchajcie stała się rzecz niesłychana! Moja gospodyni na mnie nakrzyczała i powiedziała, że jestem niedorajdą i, że nic nie umiem, a przecież to nie prawda ja się dobrze uczę! W końcu należę do szkoły dla kujonów. Łeee!!!!”. Oczywiście wszyscy wiedzą, że ta gospodyni była okrutną i obrzydliwą kobietą, ponieważ zawsze krzyczała na Anię, nawet jeżeli nic takiego nie zrobiła. Krasnal Anna, postanowiła, iż w końcu ona się dobrze uczy, a nie ta okropna kobieta. Krasnal zrobiła jej psikusa i nasmarowała klejem siedzenie pani gospodyni. Okrutna kobieta usiadła na krzesło i nie mogła się od niego odkleić. Bardzo zagniewana wykrzyknęła na cały głos: „Ania!!”. Dalszą część przeczytacie w drugim tomie książki pod tytułem „Krasnal Ania i jej przygody”.
Jak
krasnoludki odwdzięczyły się złej gospodyni
Karolina Darmochwał
Kl IV f, SP 40
Gdynia
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyły sobie krasnoludki. Krasnoludki te były miłe, ale także potrafiły broić. Zamieszkały u starszej pani, która miała duży dom i stajnię. Krasnoludki postanowiły zamieszkać za piecem i posprzątać mieszkanie. Pewnego razu gospodyni zachorowała. Jej mąż pojechał do apteki kupić lekarstwa, po drodze przypomniało mu się, że musi iść do sklepu, żeby kupić pieczywo, wędlinę, mleko, masło i jogurty. Kiedy wrócił do domu, gospodyni jeszcze spała, więc postanowił zrobić jej niespodziankę i przyrządzić śniadanie. Postawił zakupy na stole, wyciągnął talerz, łyżeczkę, kubek i poszedł do łazienki, aby umyć ręce. Kiedy przyszedł, śniadanie było zrobione i nalane lekarstwa. Opowiedział wszystko gospodyni. Gospodyni nie mogła w to uwierzyć. Pewnego dnia gospodyni postawiła talerz, na który nasypała mąkę z solą i położyła się spać. Gdy rano wstała na talerzu nic nie było. Przeczytała, że to są kraśnięta. Pochodzą z Kaszub. Przez następne dni gospodyni nie dała kraśniętom nic do jedzenia. Kraśnięta były bardzo głodne, więc rozzłościły się i postanowiły odwdzięczyć się gospodyni. Zrobiły wielki bałagan w domu. Wyprowadziły się z tego domu i nigdy do niego nie wróciły.
Pamiętajcie: jeśli macie kraśnięta w domu, to zawsze zostawcie im jedzenie, aby zostały waszymi dobrymi, pomocnymi duszkami.
Dziewczynka
i krasnoludki
Ania Karpluk
SP 40
Gdynia
Zdażyło się to wtedy, kiedy na Kaszubach było o wiele wiecej lasów niż dzisiaj, a te lasy były o wiele wieksze od tych, które są wokół nas. Przez taki wielki las chodziło dziewczę odwiedzać swoją chorutką babcię. Matka tego dziewczęcia za każdym razem przykazywała córce:
- gdy idziesz przez las, zawsze zostawiaj pod jakimś drzewem trochę jedzenia dla krasnoludków, bo kiedy cię spotka krzywda, wtedy one będą cię bronić. D
Dziewczynka słuchała matki, gdy szła przez las, nigdy nie zapominała o maleńkich ludziach.
Pewnego dnia, kiedy dziewczynka znowu szła przez las, nagle zobaczyła naprzeciw wilka. Jego oczy świeciły jak dwa palące się węgle.
- co teraz ze mną będzie!- pomyślała.
Ale nie trwało długo, kiedy zza leszczyny wyjechały kolorowo pomalowane sanie zaprzęgnięte w cała chmarę wiewiórek; dziewczynka nie zdążyła policzyć ile ich było. Na saniach siedziało dużo krasnoludków, tyle, że od ich czerwonych ubranek aż bolały oczy. Krasnoludki wsadziły dziewczę na sanie i tak szybko, jakby kto z procy strzelił, popędziły z nią do domu.
Kiedy dziewczynka o tym wszystkim opowiedziała swojej mamie, mamusia jej rzekła:
- czy ja ci kiedykolwiek nie radziłam dobrze?
Jak
krasnal odwdzięczył się złej gospodyni
Patrycja Klechowicz
Kl. IV f SP 40
Pewnego dnia Kaszubski Krasnoludek, bajkoludek odważył się po kilku godzinach i minutach podejść i porozmawiać ze złą gospodynią, która tylko cały czas na wszystkich krzyczała i rzucała różnymi przedmiotami.
Krasnoludek, który mieszkał w domu gospodyni postanowił podarować jej duży bukiet kwiatów, a do tego dobrą czekoladę ze śliwkami i orzechami. Ta czekolada była tak słodka, a kto zjadł chociaż kawałek zmieniał się na dobrego i uśmiechniętego człowieka. Gospodyni bardzo się ucieszyła, że krasnal podarował jej tak piękny upominek, to tylko za to, że krasnal mieszkał w kuchni za piecem. Następnego dnia gospodyni zaprosiła krasnala na pyszny obiad. Przy obiedzie bardzo długo ze sobą rozmawiali i od tej pory zostali bardzo dobrymi przyjaciółmi.
Jak
krasnal odwdzięczył się złej gospodyni
Marcin Szreder
SP 40
Gdynia
Dawno, dawno temu żył sobie krasnoludek o imieniu Kacper. Był on bardzo uczynny i chętnie wszystkim pomagał, dlatego chciał, żeby inni też byli dobrzy.
Pewnego dnia postanowił wyruszyć w świat. Opuścił dom i zaczął szukać ludzi. Po kilku dniach wędrówki po lesie dotarł do małego, skromnego domku. Drzwi były otwarte, więc wszedł. Okazało się, że mieszka tam kobieta z małym dzieckiem. Widać było, że byli oni bardzo biedni. Kacper postanowił zostać w tym domu przez jakiś czas, żeby zobaczyć, jak żyje ta kobieta. Często przychodziły do niej sąsiadki, którym zawsze pomagała jak tylko mogła.
Ponieważ nie była bogata, mogła pomóc jedynie dobrym słowem, pocieszyć, ale dla tych kobiet to było bardzo dużo. Owa kobieta ciężko pracowała na polu, aby jej dziecko miało co jeść. Miała codziennie bardzo dużo pracy i Kacperkowi zrobiło jej się żal, więc postanowił jej pomóc. W nocy, kiedy kobieta spała, sprzątał cały dom i pomagał jej na polu. Kiedy gospodyni wstawała była bardzo zdziwiona, bo nie wiedziała, kto to wszystko zrobił. Opowiedziała o tym swojej sąsiadce, która opowiedziała jej o małych krasnoludkach, które czasem pomagają dobrym ludziom w pracy. Gdy kobieta dowiedziała się o tym postanowiła, że odwdzięczy się krasnalowi i codziennie wieczorem zostawiała mu okruszki chleba, dzięki czemu Kacperek był zawsze najedzony, więc oboje byli bardzo zadowoleni. Pomagał jej jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu zdecydował, że wyruszy w dalszą drogę. W trakcie wędrówki trafił do kolejnego domu. Miał nadzieję, że tam również będą mieszkali dobrzy ludzie. Okazało się jednak, że tak nie jest. Kobieta, która tam mieszkała była zła, nikomu nie chciała pomóc. Sąsiedzi jej nie odwiedzali, ponieważ była niemiła. Krasnoludek postanowił dać jej nauczkę. W nocy kiedy wszyscy spali, rozsypał ziarno na dworze, a w domu porozrzucał naczynia. Kobieta była bardzo zdziwiona tym, co zastała rano. Kacper powtórzył psikus kilka razy i piątego dnia zła gospodyni udała się do sąsiadki po radę. Ta, opowiedziała jej, że istnieją małe krasnoludki, które pomagają dobrym ludziom, a złym, chcąc czasem ukarać ich za postępowanie, robią różne psikusy. Powiedziała również, że powinno się im zostawiać coś do jedzenia. Kobiecie wszystko to wydawało się bardzo dziwne i nie chciała dzielić się jedzeniem z krasnalem. Kacper postanowił nauczyć ją dobrych manier. Kiedy kobieta wstała, wszystko co miała w domu było wyrzucone na dwór. Pomyślała, że nie ma wyjścia i, że może warto być dobrą, dlatego posprzątała, to co Kacper porozrzucał i przygotowała dla niego jedzenie. Od tej pory postanowiła być miła i uczynna dla wszystkich wokół, chciała wszystkim pomagać. Ludzie przychodzili prosić ją o pomoc. Kacper wiedział, że jego misja zakończona i ruszył dalej...
Jak
krasnal odwdzięczył się złej gospodyni
Magdalena Kowalik
Kl. IV f SP 40
Gdynia
Gospodyni, która znalazła krasnala w lesie wzięła go do domu. Była dla niego bardzo niedobra, kazała małemu krasnoludkowi przynosić chrust z lasu na opał, dźwigać wiadra z wodą, gotować, sprzątać i prać jej brudne wielkie ubrania. Wieczorem kiedy wykonywał wszystkie polecenia gospodyni, padał ze zmęczenia. Trwało to bardzo długo, mijały dni, tygodnie i miesiące. W końcu mały krasnal był tak zmęczony, że gdy gospodyni budziła go o świcie by wstał do pracy, nie mógł się podnieść z posłania. Gdy tak go szarpała i ciągnęła za ubranko, ostatnią myślą jaka mu przebiegła przez głowę było to, by teraz on stał się duży a ona malutka. O dziwo w jednej chwili tak się stało. Krasnoludek się powiększył a gospodyni malała. Gdy już stał się wielki, zagonił ją do roboty, wykonywała wszystkie prace tak jak on to kiedyś robił. Mijały miesiące i mała gospodyni nie miała już siły pracować. Wtedy krasnal olbrzym tak jej powiedział: „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. Odwrócił się, wyszedł i przy tym trzasnął drzwiami.